Autor Wątek: Tor Poznań  (Przeczytany 5046 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline CeloFan

  • TDM User
  • La Roqueta
  • 250 km/h
  • *****
  • Wiadomości: 791
  • Pełne zadowolenie składa się z małych uciech...
    • CF act
Tor Poznań
« dnia: Październik 10, 2019, 21:22:38 »
 :deadtop4:

Wyprawa żadna ale emocji sporo. Nie ma działu "sport" więc wstawię tutaj.

Wilcze spojrzenie.

Miałem kolegę. Marchewa z pasją opowiadał o emocjach prędkości i adrenalinie. Mówił, że jeden taki dzień to ekwiwalent wielu wielu kilometrów na zwykłych drogach, a i to też od biedy. Nie chwytałem tego podekscytowania i entuzjazmu wcale.
W podróży przemieszczam się w żółwim tempie, najczęściej przeładowanym motocyklem. To co robił Marchewa i o czym opowiadał, docierało do mnie mgliście i niewyraźnie. Nie rozumiałem idei, ani nie widziałem sensu w jego zamiłowaniu, choć przecież też dotyczy motocyklizmu. Tak to jest jak człowiek ogranicza się do własnych upodobań, nie rozglądając się na boki.
Trzy tygodnie temu skorzystałem z zaproszenia SM Classic Racing Team i 9-go sierpnia pojechałem do Poznania na tor.
Miało być jak w Kosiance. Zrobić kilka ujęć z zawodów do krótkiego klipu. Pokręcić się z aparatem, popatrzeć, ponagrywać. Niby łatwo.
To co zastałem na miejscu przerosło moje najśmielsze obawy a rozczarowanie sięgnęło zenitu.
Już za szlabanem słychać głos komemtatora z megafonów. Im bliżej tym głośniej. Nieprzerwana kakafonia ryczących silników całkowicie wygnała ciszę na cały weekend. Jakby wpaść do metalowej beczki obijanej bez przerwy stalowymi prętami.
Obawy miałem takie, że nie mam pojęcia o wyścigach, logistyce, gdzie można się poruszać i jak wszystko działa. Rozczarowaniem byłem ja sam. Zrozumiałem natychmiast, że jestem absolutnie nieprzygotowany na coś tak doniosłego.
Wyścigi na torze w Poznaniu to celebracja motocyklowej pasji w najlepszym wydaniu i szczyt w ewolucji techniki motosportu. A nie. To nieprawda. Ten szczyt to Superbike 1000. To Lewandowski, Szkopek, Wójcik. Te nazwiska zna nawet taki ignorant jak ja. To oni przede wszystkim reprezentują technologiczny high end motocykli do ścigania.
Jednak w ten weekend startuje też klasa "Classic". Szparag, Król, Magda, Marcinkowski. Dla jasności, Magda to facet  :deadbandit: To tylko kilku z wielu fest zapalonych motocyklistów, którzy cały swój wolny czas poświęcają jednemu - ściganiu się motocyklami. Ale motocyklami, które dla przeciętnego oglądacza katalogów nowoczesnych maszyn z salonu, mają wartość najwyżej sentymentalną.
Tutaj na torze, te maszyny przeżywają swoją drugą młodość. Jak za dawnych czasów wykrzesują z siebie wszystko co fabryka dała. Niezwykłe jest to, że ludzie jeżdżący klasykami są jednocześnie kierowcami, mechanikami, logistykami i całym swoim teamem w jednym. Znają swoje maszyny jak znać można coś z czym ma się do czynienia całe życie. Sam widziałem jak w ciągu moooże 10 minut ustawiali rozrząd w dwóch maszynach, robiąc przerwy na pogaduchy :deadbeer: Jednak taki komfortowy spokój trwa krótko i tylko nocą.
Wraz ze świtem wszystko na nowo ożywa. Ktoś wkręca na obroty silnik na pustym wydechu. Za nim ktoś inny robi to samo i jeszcze jeden i jeszcze jeden. Jakby wilki się nawoływały  :deadgrin: Za niedługo do tego "nawoływania" dołącza zniekształcony przez megafon, niezniszczalny głos komentatora. To już pewne, że dzień zaczął się na nowo. Odbiory techniczne, krzątanina, każdy coś majstruje, poprawia i ulepsza. Wyjmują więc gaźniki, zmieniają dysze, czyszczą świece, leją benzynę, ładują akumulatory, przytwierdzają na trytytki zwisające przewody. Wszystko w pośpiechu bo zaraz pierwszy wyścig. Mimo to, zawsze jest czas na pomoc komuś, kto akurat przyszedł zasięgnąć wiedzy albo pożyczyć część lub narzędzie. Da się wyczuć presję rywalizacji ale nie ma miejsca na złe emocje. Ci ludzie, mimo ambicji sportowych, podekscytowania i narastającej adrenaliny są... nadal ludźmi  :laugh: Trzeba uważać na słowa, bo każdy z nich jest w stanie porzucić swoje zajęcie, żeby rozwikłać cudze dylematy. Serio.
Na starcie to co innego. Nikt nie rozwiązuje już dylematów. Nawet swoich. Oczy zawodników jakby widziały tylko tor. Skupieni. Nic nie mówią. I tak niewiele byłoby słychać. Zapach spalin miesza się z gorącym powietrzem słonecznego dnia. Ryk silników zagłusza myśli. Nie słychać nawet przelatującego nisko samolotu pasażerskiego. To teraz wyobraź sobie coś pięć razy głośniejszego. Właśnie wyobraziłeś sobie start  O0
Samej rywalizacji opisywał nie będę, bo ani wiedzy nie mam, ani zbytnio nie pamiętam. Pomroczność jasna  :deadangel:
Za to pamiętam, że na jednym z klasyków pojechał sam 11-krotny motocyklowy mistrz Polski, Paweł Szkopek.
Zaproszony przez Szparaga, zostawił na chwilę swoją litrową maszynę, żeby pojechać 250-tką z lat 70-tych.
Jeszcze jedno zaskoczenie: Tutaj nikt nikogo nie ocenia przez pryzmat pojemności i koni mechanicznych. Tutaj wszyscy są w jednym celu - chcą się ścigać. Obojętnie czy ustawienia maszyny zmienia się przez kilka kliknięć w laptopie czy specjalnym, własnoręcznie zrobionym kluczem. I wszyscy podchodzą do tego z sercem.

Namiot rozbiłem wśród kamperów. Między innymi Mileny i Szparaga. Jak pewnie wiecie, od kilku lat jeżdżę do Stajni Motocyklowej w sprawach serwisowych. No znamy się. Teraz Szparag i jego team przyczyniają się do moich bezawaryjnych powrotów do Polski. Póki tu nie przyjechałem, miałem go za człowieka o ponadprzeciętnej wiedzy, zafiksowanego na punkcie mechaniki, rzetelnego fachowca. Okazuje się, że oprócz tego drzemie w nim sportowiec, pasjonat i na dodatek potrafi pokazać ludzką twarz  :police: To jeden człowiek.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy szwendając się między boksami natknąłem się na Kosę, który jest głównym mechanikiem w Team LRP Poland. To drugi człowiek. Spotkałem też byłego mechanika z ASO w Łodzi, który teraz chodzi w koszulce Yamahy. To trzeci człowiek. Tych trzech ludzi, chciał nie chciał coś łączy. Na przestrzeni czasu z KaTeeMem jeździłem do trzech serwisów, żeby przygotować go na którykolwiek wyjazd. To właśnie oni serwisowali mój motocykl. Niezwykłe spotkania. Wszyscy zebrali się w jednym miejscu o tym samym czasie i w tej samej sprawie. To może znaczyć tylko jedno. Zawsze trafiam do najlepszych z problemami obeliska  :laugh:

Lekkie oszołomienie jakie mi towarzyszyło w ten weekend, hałas, pozorny chaos, nowa sytuacja i nieprzespane noce spowodowały, że materiał z kamery przywiozłem lichy. Za to zobaczyłem na własne oczy coś, czego będę mógł sam sobie zazdrościć jeszcze długo. W niedzielę po południu, kiedy tylko wyjechałem za szlaban toru, zatrzymałem się przy pierwszej ruchliwej ulicy na poboczu. Zapaliłem papierosa i... cieszyłem się ciszą... generowaną przez sunące po drodze samochody  :deadangel:
Zamyśliłem się na moment i przyszło mi do głowy, że ludzie jadący po prostej z maksymalną prędkością, żeby zaraz wejść w zakręt, są bardzo odważni. Każdy kto jedzie na krawędzi swoich możliwości jest odważny i uzależniony od adrenaliny. Poznałem takich ludzi. Szparag, Magda, Król, Marcinkowski. Z oczywistych powodów nie poznałem wszystkich, żeby wymieniać ich z imienia albo przezwiska. Ale widziałem pełno odważnych ludzi z wiedzą o jeżdżeniu na krawędzi.
Do teraz uważałem, że motocykliści hałasujący nocą na długich i szerokich ulicach Warszawy są kimś w rodzaju wyspecjalizowanych fachowców. Słysząc nieprzerwanie narastający ryk silnika, myślałem: Jedzie facet z jajami. Umie. Teraz wiem, że byłem w błędzie. Po tym co zobaczyłem na torze, słysząc wycie pędzącej maszyny po ulicach miasta myślę, że to tylko amator rozpędza swoją maszynę od świateł do świateł.
Skończyłem palić, wcisnąłem starter cichutkiego KaTeeMa  :moto: i odjechałem do siebie.
Wiecie co? Można polubić ten jazgot torowy. Trzeba tylko być na to przygotowanym. Polubiłem go.

Teraz dopiero zrozumiałem o czym mówił do mnie Marchewa. Mówił o życiu jaki się tu toczy. Mówił o tym, że w żyłach tego kto siedzi na swojej przygotowanej do startu maszynie, płynie benzyna. Mówił o morzu adrenaliny, zmęczeniu, radości, zapachu spalin, o zdartych oponach, sprawdzaniu swojej wytrzymałości, pokonywaniu słabości i barier, odwadze, maksymalnym skupieniu i o tym wilczym spojrzeniu zawodnika wpatrzonego w tor przed startem. Mówił do mnie o swojej potrzebie bycia częścią czegoś większego. O możliwości sprawdzenia się. Mówił, że to nałóg i droga w jedną stronę... Teraz zrozumiałem.



A teraz zapraszam na rozmowę Marcina Magdzika "Magda", zawodnika spod szyldu Magda Racing #94​ z 11-to krotnym motocyklowym mistrzem Polski, Pawłem Szkopkiem. Wprawdzie "na co dzień" ściga się Yamahą ale w Poznaniu wsiadł na Hondę i to nie byle jaką...

Żeby niczego nie pomylić, pozwoliłem sobie zacytować zwycięstwa i zasługi z jego fanpejdża:
"Ściga się od 1998 roku. Zdobył 11 tytułów Mistrza i 3 tytuły wicemistrza Polski.
W 2007 roku zdobył tytuł wicemistrza Europy a w 2008 zamienił go na pierwsze miejsce w Europie.
Jeździł na największej liczbie torów, w największej liczbie różnych serii wyścigowych spośród wszystkich polskich zawodników w historii. Ścigał się na 5 kontynentach.
Jako pierwszy Polak w historii wystartował w Mistrzostwach Świata Superbike i do dzisiejszego dnia jest jedynym Polakiem, który zdobywał punkty w World Superbike Championship.
Jako pierwszy Polak, wziął udział w pełnym sezonie w Mistrzostwach Świata Supersport. W Mistrzostwach Świata Endurance stawał na podium (2003 1 miejsce w Imola 200, 2 miejsce w 24H Le Mans, 3 miejsce w 200 mil Assen oraz 6 godzin Brno).
Do spełnienia marzeń brakuje mu tylko zdobycia tytułu Mistrza Świata".

Dodatkowo w tym roku zdobył dwunasty(!) raz mistrza Polski i ... CZWARTE miejsce 24h Bol d'Or
Przy tym człowiek to skromny jak na swoje wielkie osiągnięcia i medialny a nie celebryta :)
Jeśli materiał ciekawy, to powstał dzięki zaproszeniu od SM Classic Racing Team i Stajnia Motocyklowa. Jak się nie spodoba to nic takiego nigdy nie napisałem i mnie tu w ogóle nie było :D

Do wymienionych wyżej instytucji, można też zgłaszać swój akces w sprawie prawdziwego ścigania się prawdziwymi klasykami.

https://youtu.be/GlXiQ3JkILw

I jeszcze jeden ruchomy obraz. Zabrałem ze sobą sprzętu jak na jakiś plan filmowy a w tym nowy, nieznany mi zupełnie aparat, który miałem 1 dzień. Dobrze, że choć nauczyłem się go włączać  :deadlol: W każdym razie z wrażenia doznałem pomroczności jasnej i większością materiału poczęstowałem kosz. Tak to na pewno ta pomroczność  :deadgrin:
Nie pozostało mi nic więcej jak podzielić się jedynie krótką impresją z tego wydarzenia.

https://youtu.be/zR1tUiXCTTs

CF
"Koniec końców kocha się żądzę, a nie to, czego się pożąda". F. Nietzsche
https://www.facebook.com/CFact1/