Ostatnie wiadomości

Strony: 1 ... 8 9 [10]
91
Wyjazdy / Odp: O gościnności, dróg sekrecie i najgorętszym miejscu na świecie.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez CeloFan dnia Lipiec 10, 2021, 13:48:11 »
 :deadtop4:

25–ty dzień. 14 maja

30.54698, 57.77063 lub N31 32.833 E60 02.935 - Iranshahr

Licznik 100853 - 101585
732 km

Siłą woli otworzyłem oczy, ale absolutna ciemność nie pozwala nic dostrzec. Powoli świadomość wraca, przez hałas, nieprzerwanie drażniący słuch. Już pamiętam. Specjalnie położyłem go dalej, a teraz muszę wstać, żeby wyłączyć natarczywy brzęczyk budzika w telefonie, pokazującego 4:20. Przypomniałem sobie nareszcie, po co wstaję w środku nocy. Kilka minut później jestem gotowy.
W pokoju zimno, jednak to zasługa klimatyzatora. Wystarczy otworzyć przeszklone, metalowe drzwi i ciepłe, duszne powietrze natychmiast wypiera chłód. Ani myślę o założeniu ciężkiej kurtki motocyklowej.

***

Jadę za Alim i jego pasażerem z Holandii. Ich biały samochód jest jedyną wskazówką nawigacyjną w absolutnych ciemnościach. GPS`a nie zabrałem. Czerń obleka tutejszy świat tak szczelnie, że czerwone światła samochodu przede mną i żółtawe motocykla, zdają się być tłamszone ciężarem nocy. Asfalt zlewa się z poboczem, tak samo, jak pobocze z pustynią, a ta z absolutnie czarnym niebem. Jedynym wyróżnieniem monotonni świata pozbawionego światła są regularnie migające pasy, oświetlane słabym reflektorem motocykla.







Nie widzę jej, ale wiem, że otacza mnie zewsząd. Co jakiś czas wpadam w chłodniejszą masę powietrza. Różnica temperatur powoduje ciarki. Zaraz potem znowu gorąco i włosy przestają jeżyć się na nagich przedramionach. Wdech, wydech, długi wdech, wydech. To oddech pustyni.
Czterdzieści kilometrów dalej samochód przede mną skręca w nicość. Robię to samo. Motor podskakuje na nierównościach twardego podłoża.
Niebo zdążyło już przybrać czarno-granatowy odcień, a z ciemności wyłaniają się baśniowe, nieruchome stwory skalnych półek, ostrych wzniesień, pionowych kolumn. Dziś ja wyprzedziłem słońce.





Ali zabrał Holendra gdzieś wyżej na wzniesienie zakończone skarpą. Mimo że zapraszał mnie do towarzystwa, chciałem zostać sam. Zrobiłem dobrze i niedobrze. Dobrze, bo samotność pozwala zbłądzić myślom na manowce. Dłużej dziwić się rzeczom nieobjaśnionym. Zawstydzić się własną niewiedzą. Pozwala milczeć i w milczeniu, tak jak ja teraz, zastanowić się, czy będę w stanie wrócić po śladach do asfaltu, gdybym miał wracać sam.
Niedobrze, bo prawdopodobnie tam dokąd poszli, najlepiej będzie widać kulę ognia, która niedługo znów roznieci pożogę na piachu, skałach i w powietrzu.
Pozostało mi włączyć aparat na statywie i odejść w przeciwnym kierunku.



Z każdą chwilą i z każdym krokiem temperatura podnosi się, a przyjemne ciepło zamienia się we wczorajszą rozpaloną furię.
Nie wiem dlaczego, w naszym rozumieniu żywotności, martwa i pusta przestrzeń wokół kojarzy mi się z ustrojem nazwanym demokracją. Wszak dotyczy tylko ludzi, których na stałe tu nie ma. To dziwne, że już starożytni Grecy, mając na myśli coś nowatorsko odkrywczego, nie zadali sobie trudu przypisania demokracji do całego świata a tylko do rodzaju ludzkiego. Może to przez wszechobecny egocentryzm. Jesteśmy tak zafascynowani sobą na poziomie narodów i w małej, jednostkowej skali, że nie jesteśmy w stanie zauważyć, że koncepcja demokracji nie wykracza dalej, niż sięga egoizm.
Rządy ludu... Nad czym? Idea przepiękna i górnolotna, choć na wskroś fałszywa. Na przestrzeni dziejów podzieliła się, przeobraziła i zdegradowała do zatrutego niskimi pobudkami potworka żądnego wpływów i władzy. Demokracja bezpośrednia, pośrednia a na koniec parlamentarna, jako majstersztyk manipulacji i upadek humanizmu, w znaczeniu racjonalnego myślenia. Na początku każdy miał równe prawo do głosu. Na końcu, każdy ma równe prawo do zagłosowania i jako jednostka nie jest w stanie zmienić niczego.
Tak jak tu, żaden człowiek nie jest w stanie zmienić niczego. Ustrój polityczny nie sięga dalej niż tam, gdzie można zarządzać masą ludzką. Tutaj jest się na chwilę i można zapomnieć o każdym ustroju, o Systemie i jego roli w życiu człowieka. Na chwilę.
Z drugiej strony, przecież ustrój wyzwala w nas poczucie bezpieczeństwa, jedności i tworzy potrzebę współzawodnictwa. Jest niezbędny, niezależnie jak go nazwiemy.
Tutaj nie da się żyć. Nie ma roślin, zwierząt ani nawet widocznego śladu po nich. Życie w naszym rozumieniu nie istnieje. Jest tylko piach przemieszczany wiatrem, zwietrzałe skały, skruszone erozją kamienie, rozgrzane powietrze i nieskończona przestrzeń.



Po pół godziny Ali wrócił ze swoim klientem, ale od razu nie odjechaliśmy.



Mam jeszcze trochę czasu dla siebie. Upewniwszy się, że motor zostawia za sobą ślad, po którym wrócę, pojechałem w głąb rozgrzewającego się piekarnika. Mimo że kompani zniknęli mi z oczu, nie ujechałem zbyt daleko. Zatrzymała mnie przepaść, ledwo odcinająca się od nawierzchni, po której jechałem. Gdyby tak jechać nocą albo w czasie burzy piaskowej, albo zwyczajnie zapatrzeć się na formy skalne wyrastające dookoła, można z łatwością spaść w taką pułapkę.









Nie chcąc zapuszczać się dalej bez zapasu wody, po prostu zawróciłem, choć nie od razu. Zafascynowany martwą naturą, zadumałem się nad słowem „martwą”. Przecież to nieprawda. To znaczy prawda w znaczeniu przyrodniczym, nauki, jaką znamy. Jednak tu wszystko żyje na swój sposób, choć dla człowieka jednostka czasu, w jakim odbywają się zmiany, jest niezauważalna. Miliony lat, dla piachu, skał i ich kształtowania się do teraźniejszych form, to być może krótko, jeśli można powiedzieć „krótko” o czymś, co nie jest bytem „ożywionym”. Dla człowieka to całe pokolenia. Być może powinno się zweryfikować pojęcie „martwej natury”. Mimo braku żywej tkanki, łańcucha DNA, nazwać tę materię inaczej niż "martwą".









































***

Nawet wczesnoporanne słońce daje się mocno we znaki, mimo że nie mam na sobie ciężkiej, motocyklowej kurtki. Po powrocie z pustyni, a przed wyjazdem w dalszą drogę prysznic. Nie jest to łatwe, bo Ali leje na strop budowy wodę. Pozostało mi chwytać krople, bo ciśnienie bardzo spadło.
Śniadanie. Na śniadanie jajka sadzone, ser biały, chleb, kawa, herbata, arbuz, powidła. Jemy to wszystko na dworze przy stole, siedząc na krzesłach zrobionych z pociętego pnia palmy.
Jeszcze muszę się spakować.
Ruszam z guesthausu o 9:30.



Jest bardzo gorąco, ale nie tak jak się spodziewałem. Wybieram boczne drogi. Mam zamiar też przejechać krótszą o 40 km drogą przez góry.























Na moje szczęście, omijam gdzieś skręt do tego skrótu. Zapomniałem o nim. Góry Kuhbonan zaskakująco zmieniają klimat. Z ognistej pustyni wjeżdża się w zimny(!) region. Zimny znaczy około 20 stopni. Pada lodowaty deszcz. Taki prawdziwy, nie błoto. Góry przykryte są czapą z chmur. Po lewej zimno i deszczowo a po prawej palące słońce.













Od Alego i jego Guesthausu odjechałem na tyle daleko, że czas pomyśleć o tankowaniu. Na głównej drodze, pomiędzy masywami gór, na przedmieściach Mahan, jest stacja benzynowa. Wybudowana pośrodku niczego jak benzynowa oaza. Ruch za to, jak w ulu. Podjeżdżają dymiące ciężarówki, samochody osobowe i motory. Ludzie dyskutują, robią zakupy w sklepie i odjeżdżają i przyjeżdżają. Usiadłem daleko od tego zgiełku na krawężniku, żeby chwilę odpocząć. Już nie pada.

Duszne powietrze oblepia mnie, jakbym był owinięty folią. Nie ma czym oddychać a słońce w zenicie, praży ostrymi promieniami. Woda z drogi paruje w oczach.

***

Mijam stację benzynową, ale tym razem nie tankuję. Przejechałem dopiero 100 kilometrów od tankowania. To takie przyzwyczajenie Europejczyka. Dziś okaże się, że w kraju na ropie stojącym, trzeba korzystać z każdej możliwości dolania paliwa.
Coś mnie podkusiło, żeby w czasie jazdy popatrzeć na bagnet do sprawdzania poziomu oleju. Miejsce wokół niego połyskuje złowrogo. Olej zalał owiewkę motocykla. Muszę się zatrzymać. Zatrzymuje się też jakiś mężczyzna. Jego pomarańczowa ciężarówka marki Mercedes, z łoskotem zjeżdża na szerokie pobocze i zatrzymuje się tuż za mną, wzbijając kurz. Zdążyłem tylko zetrzeć rozbryzgany olej papierem. Mężczyzna po swojemu rozpytuje co się stało, czy trzeba pomocy i zaprasza mnie na czaj. Zapewne też przedstawił się, ale nie wychwyciłem tego. Dużo mówi i uśmiecha się. Rzecz jasna nie rozumiem co mówi, ale i on mnie też nie rozumie. Za to mimo skwaru, duchoty, głodu i wiecznie niezaspokojonego pragnienia spowodował, że czuję, jakbym rozmawiał z najlepszym kolegą na migi. Ponieważ herbaty odmówiłem, człowiek ten niespodziewanie żywo wskoczył do kabiny Mercedesa i wyskoczył z niej za chwilę, z małą butelką Coca-Coli. Wręczył mi ją i chciał odjechać. Pokazałem, że nie mam czym się odwdzięczyć. Machnął na to ręką i widząc aparat fotograficzny, poprosił o zdjęcie. To mogłem zrobić, choć obaj wiedzieliśmy, że zobaczy je tylko raz i tylko na ekranie aparatu. Podszedłem, żeby pokazać, ale ten tylko silnie uścisnął moją dłoń, wskoczył do ciężarówki i machając przyjaźnie, odjechał.



Patrzyłem za ciężarówką, delektując się schłodzonym napojem, jakby to był eliksir życia. Na pustkowiu w prażącym słońcu, to najcenniejsza rzecz, jaką mam przy sobie.
Poprawiłem uszczelkę, którą dostałem od Stana w Przystani Motocyklowej w Bieszczadach i też ruszyłem w drogę.













***

W miasteczku o nazwie, której nie pamiętam, zatrzymuje mnie policjant w Pickup'ie. Ot machnął ręką z jadącego samochodu, kiedy go wyprzedzałem. Za szybko? Nie wolno wyprzedzać? Coś narozrabiać musiałem, skoro zatrzymuje. Nie. Chce porozmawiać. Nawet się to jako tako udało, bo nasz angielski jest na podobnie niskim poziomie. Nie chce dokumentów, tylko skąd, dokąd, jaka prędkość maksymalna motoru, ile kosztuje w dolarach itd.

Olej nadal wycieka spod bagnetu. Znowu muszę się zatrzymać. Nie ma znaczenia gdzie, bo cienia w okolicy żadnego. Wokół kilka chat a w oddali niewielkie stado kóz korzystające z cienia rozłożystej korony drzewa. Zbyt daleko. Ni stąd, ni zowąd, jak spod ziemi wyrasta młody chłopak i próbuje mi pomóc. Dobra rada: Będziesz jechał, to się ochłodzi. Nie zwrócił uwagi, że turysta, że dużym motorem, że akurat w tak nieturystycznym miejscu. Po prostu wydedukował problem i podał na tacy rozwiązanie. Jak się pojawił, tak zniknął. Nawet nie jestem pewien czy był prawdziwy. Uszczelkę wymieniłem na inną, ale czuję, że to niewiele pomoże. Wytarłem, co się dało papierem.

***

Od wielu kilometrów, żółta kontrolka rezerwy paliwa oznajmia, że muszę zatrzymać się na najbliższej stacji. Stacji nie ma. Za to na czek poincie zatrzymuje mnie policjant. Musi być ważny, bo na skinienie przybiegają do niego i robią, co każe w chwilę. Zabrał mój paszport do sprawdzenia. Siedzę na motocyklu na środku betonowego placu. Gorąc niełagodzony podmuchami wiatru w czasie jazdy, przypieka mnie, przedostając się przez nagrzaną kurtkę. Kasku nie ma co zdejmować.











Na drodze leży rozbity arbuz. Zajadają go trzy kozy, które pewno oddzieliły się od swojego stada. Nie mam pojęcia, jak zwierzęta wytrzymują taki gorąc. W końcu przejeżdża ciężarówka, zamieniając arbuza w podłużny, wilgotny ślad po owocu. Kozy odchodzą.
Dowódca wrócił. Oddając paszport, spytał tylko, dokąd jadę. Do Iranshahr. To mu wystarczyło. Mogę ruszyć.



Licznik rezerwy paliwa pokazuje liczbę, jakiej jeszcze nie widziałem na wyświetlaczu. Nie ma szans na dojechanie do żadnej stacji paliw. Już 84 kilometry. Poddaję się. Muszę użyć zapasu. Niezbyt znam się na mechanice. Oczami wyobraźni widzę już, jak pracująca na sucho pompa paliwa zaciera się, zatrzymując mnie na bardzo długo w tej okolicy. Świadkami moich rozterek jest asfaltowa droga, zrujnowany, prowizoryczny stragan i co zadziwiające, niewielkie, ale zielone drzewo. Gdzieś w tle majaczy olbrzymi, wyrastający w górę na 3,5 kilometra wulkan, zwany Kuh-e Zendan.





1,5 galona daje trochę ponad 5,6 litra. Jeśli będę jechał ekonomicznie, pozwoli mi to przejechać ponad 100 kilometrów. To musi wystarczyć. Jeśli nie, będę musiał poradzić sobie inaczej.











Ujechałem 20 kilometrów, zanim zobaczyłem stację benzynową. Nie ma benzyny. Zamknięte. Z wnętrza wyszedł człowiek z obsługi. Poradził, żebym jechał dalej. Za kilometr ma być jeszcze jedna, czynna stacja. Odległość pokazał palcem dłoni. Chyba źle zinterpretowałem znaki, bo minęło 5 kilometrów. Ta też zamknięta. Dopiero jeszcze kilka kilometrów dalej pojawiła się nadzieja na zatankowanie. Przy jednym z dystrybutorów biały samochód. Okna pootwierane, ale właściciela nie ma. Nic się nie dzieje. Po chwili z wnętrza kasy wychodzą mężczyźni zainteresowani przybyszem. Pierwszy, który doszedł do mnie macha rękoma na znak, że tankować nie wolno. Zawrzała dyskusja, a ja mogłem być tylko niemym świadkiem tych rozmów. W końcu jeden z obsługi, ubrany w uniform, chce ode mnie kartę. Przecież kredytowej mu nie dam, bo i tak nie działa w Iranie. Nie. Chodzi o kartę do tankowania. Też nie mam, bo i skąd. Narada rozgorzała mocniej. Nie kłócą się. Raczej dyskutują jak rozwiązać kłopot. W końcu jeden z mężczyzn wyjmuje swoją kartę, podaje ją człowiekowi z obsługi i wrzawa przycichła. To oznacza, że paliwo jest tu prawdopodobnie reglamentowane. Na ziemi, pod którą źródła ropy nie mają końca. Dziwne.
92
Graty TDM / Odp: KUPIĘ FAJKE ZAPLONOWA 4tx 850
« Ostatnia wiadomość wysłana przez bomba105 dnia Lipiec 08, 2021, 22:09:01 »
Oo dobrze wiedzieć zamowilem ori używki jak sie popsują to wiem gdzie szukac  :deadbeer:
93
Graty TDM / Odp: KUPIĘ FAJKE ZAPLONOWA 4tx 850
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Hiszpan_JS dnia Lipiec 07, 2021, 19:53:51 »
Tak, kupowałem. Moje były popękane. Poza tą gumą na deklu zaworów reszta pasuje (ta guma uszczelniająca w sumie też tylko strasznie luźna była). Oznaczenie na fajkach jest takie jak na orginałach.
94
Graty TDM / Odp: Kupię wydechy 4tx
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Piotrek dnia Lipiec 07, 2021, 18:42:01 »
mam mivig czy jakoś tak wyglądają jak oryginały dwa kominy plus środkowa pucha jak byś był zainteresowany to dzwoń 602216610
95
Graty TDM / Odp: KUPIĘ FAJKE ZAPLONOWA 4tx 850
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Grzeci dnia Lipiec 07, 2021, 17:25:55 »
Hiszpan_JS  kupowałeś te faje ?? bo oferta atrakcyjna w porównaniu do 850. Poza gumami wydają sie byc takie same. Tylko czy długość zatrybi ??
96
Graty TDM / Odp: KUPIĘ FAJKE ZAPLONOWA 4tx 850
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Hiszpan_JS dnia Lipiec 07, 2021, 15:56:47 »
97
Graty TDM / KUPIĘ FAJKE ZAPLONOWA 4tx 850
« Ostatnia wiadomość wysłana przez bomba105 dnia Lipiec 06, 2021, 20:57:56 »
Jak w tytule. Kupie fajke zaplonowa do 4tx 850
98
Graty TDM / [K] Kupię lampę przednią do TDM 900
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Sebaa dnia Lipiec 05, 2021, 18:15:52 »
Hello  :police:

Jak w temacie, poszukuję przedniej lampy do TDM 900 - stan obojętny, może być połamana, bez uchwytów, z anglika - jedyny warunek to przedni klosz w dobrym stanie i oczywiście rozsądna cena.

Pozdrawiam

99
Graty TDM / GMOLE 4TX KUPIĘ
« Ostatnia wiadomość wysłana przez bomba105 dnia Lipiec 05, 2021, 08:23:39 »
Kupie gmole do 4txa. Moga byc do naprawy.
100
Wyjazdy / Może by gdzieś pojechać ....
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Mirek dnia Lipiec 04, 2021, 21:24:20 »
Wakacje , może by tak gdzieś pojechać ....
Jakaś mała inspiracja :)   https://www.youtube.com/watch?v=1uO2oANprlw 

A gdyby ktoś nie zdążył , albo ma już zaplanowany urlop to może później

https://www.youtube.com/watch?v=iWY5RfnzTjo

szerokości :)
Strony: 1 ... 8 9 [10]